Język albański i duch twierdzy – od Envera Hoxhy do poezji Migjeni
Mamy już podstawę: flagę i bohatera narodowego. Czas przejść do tego, co spaja naród najbardziej – do języka. Język albański to fenomen. Należy do rodziny indoeuropejskiej, ale jest na niej samotną gałęzią. Nie jest ani słowiański, ani łaciński, ani germański. To język unikalny, który przez większą część XX wieku był zamknięty w „twierdzy” otoczonej tysiącami bunkrów.
Język, który przetrwał wszystko
Mimo izolacji, albańskie słowo przetrwało dzięki wielkim twórcom. Albański jest stosunkowo prosty w wymowie, ale gramatycznie potrafi rzucić wyzwanie. Oto kilka podstawowych zwrotów, które przydadzą się Wam podczas naszych wyjazdów z jogą:
-
Mirëdita – Dzień dobry
-
Faleminderit – Dziękuję
-
Mirupafshim – Do widzenia
-
Ujë – Woda / Zjarr – Ogień

Albania: Jedyna taka twierdza na świecie
Mało wiadomo z czego to wynika, możliwe że z tego powodu, że nie było gruntownych badań naukowych dla języka górzystego kraju, który przez największą częścią XX wieku był szczelnie zamkniętą twierdzą, otoczony bunkrami, rządzony przez dyktatora, któremu się zamarzył jedyny prawdziwy na świecie komunistyczny, ateistyczny i samowystarczalny kraj.
Tak komunistyczny, że Chiny Mao Zedonga były przy nas imperialistyczną zgnilizną, ZSSR Chruszczowa rewizjonistycznym paszkwilem, Jugosławia Tito paskudnym zdrajcą. U nas był marksizm, leninizm i powszechna równość, szczęście i dobrobyt. Albania miała być samowystarczalna, ateistyczna i czysta ideologicznie.
Paradoksalnie, ten system przyniósł wiele dobrego: elektryfikację, walkę z analfabetyzmem, budowę służby zdrowia i zwalczanie malarii, prowadzenie elektryfikacji i industrializacji kraju. Do dziś system energetyczny Albanii jest oparty na wodnych elektrowniach i sieci dystrybucyjnej budowanej w czasach Hoxhy. Swoją drogą, jest to bardzo ekologiczny system produkcji energii dobrze wykorzystujący warunki geologiczne i hydrologiczne Albanii.
Enver Hoxha był takim koszmarnym skrzyżowaniem Stalina, Kim Ir Sena i dziadka Mrzoza (święty Mikołaj i inni profeci dawno wykończyli się w obozach pracy) wszechwidzący, wszechmocny, krwawy potwór o bardzo łagodnych rysach twarzy. Jeśli komuś się wymarzyła ucieczka z takiego raju, miał pewność długich i bolesnych lat w przymusowych robotach dla całej dalszej i bliższej rodziny, a dla siebie – bardzo nikłe szanse przeżycia kontaktu z granicami kraju. Jak to jest możliwe? Jest możliwe, a nawet nie takie trudne do zrobienia.
Jak tu jesteśmy, trzeba pisać o bunkrach. W Albanii było ich około 700.000, przy liczbie ludności ok. 2,5miliony. Czyli każda rodzina miała swój bunkier, choć mogła nie mieć mieszkania ani jedzenia. Syndrom oblężonej twierdzy, permanentnego zagrożenia i pokoleniowe traumy? Być może. Szaleństwo, marnotrawstwo, bieda i krach gospodarczy? Być może. Zgrabny gadżet turystyczny? Czemu nie! Ostatnio dużo mniej tych bunkrów. Nie wiem jak je wykopali, ale dużo mniej ich widać. Jeszcze trochę i zostaną tylko malownicze zdjęcia tych pancernych żółwików.
Jak to się skończyło? Najpierw Enver zmarł, potem zaczął wiać wiatr zmian, który był nie do zatrzymania.
Od lat 90-tych mamy demokrację parlamentarną, wolne wybory z całym dobrodziejstwem odpowiedzialności i ciężarem historii na plecach. Znacie ciąg dalszy? Zachłyśnięcie, pełne półki i brak pieniędzy, błyski i cienie kapitalizmu. Znacie.
Poeci buntu i erudycji: Migjeni i Fan Noli
Nie da się zrozumieć duszy Albanii bez jej literatury. Poznajcie dwóch gigantów:
Migjeni (Millosh Gergj Nikolla) jeden z najbardziej wpływowych poetów xx wieku. Żył tylko 27 lat do 1938 r., zdążył pracować tylko kilka miesięcy jako nauczyciel szkoły w małej górskiej wiosce. Urodził się w Shkoder gdy nie można było być Albańczykiem, zmarł na gruźlicę we Włoszech gdy Albania miała już tchórzliwego króla.
Za życia zdążył pisać tylko kilka tomików poezji i prozy. Po śmierci jego literatura był ostro cenzurowana i zwalczana kolejno przez monarchię, kościół i komunizm. Jego poezja jednak przeżyła wszystko i wszystkich, jest dziś tak samo żywotna, poruszająca i aktualna jak 100 lat temu.
Theofan Stilian Noli w pewnym sensie był przeciwieństwem Migjeni. Żył długo i intensywnie, pisał i wydawał dużo w rożnych językach. Urodził się w albańskiej wiosce w Turcji, gdy wszystko jeszcze było Imperium Otomańskim, zmarł na wygnaniu w Bostonie w 1966 r. Był uczonym, poliglotą który znał kilkanaście języków w tym perski, sanskryt, arabski, turecki, starogrecki, łacinę. Był pisarzem, tłumaczem (genialnie tłumaczył Shakespira), badaczem Wed, premierem a Albanii, założycielem Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego Albańskiego i jego biskupem, który przeniósł język albański do liturgii prawosławnej. Był mówcą i erudytą, doktorem Harwardu i kompozytorem.
Shkodra i legenda o Rozafie
Podczas podróży po północy nie można pominąć Shkodry – jednego z najstarszych miast kraju. Nad miastem góruje zamek Rozafa, z którym wiąże się jedna z najsmutniejszych legend świata.
Legenda mówi o trzech braciach budujących twierdzę, której mury co noc obracały się w ruiny. Aby budowa ruszyła, trzeba było złożyć ofiarę z kobiety. Padło na Rozafę, żonę najmłodszego brata. Kobieta zgodziła się zostać zamurowana żywcem, byle tylko zostawiono jej wolne prawe oko, pierś, rękę i nogę – aby mogła widzieć, karmić i kołysać swojego maleńkiego synka. Do dziś kamienie w zamku mają być wilgotne od łez matki…
Poezja na dziś: „Recitali i Malsorit” (Lament Górale) – Migjeni
O, si nuk kam një grusht të fortë
t’i bij mu në zemër malit që s’bëzanë,
ta dij dhe ai se ç’domethanë i dobët –
n’agoni të përdihet si vigan i vramë.
Unë lugat si hij’ e trazueme,
trashigimtar i vuejtjes dhe i durimit,
endem mbi bark të malit me ujën e zgjueme
dhe me klithma të pakënaqura t’instinktit.
Mali hesht. Edhe pse përditë
mbi lëkurë të tij, në lojë varrimtare,
kërkoj me gjetë një kafshatë ma të mirë…
Por më rren shaka, shpresa gënjeshtare.
Mali hesht, dhe në heshtje qesh.
E unë vuej, dhe në vuejtje vdes.
Po unë, kur? heu! kur kam për t’u qesh?
Apo ndoshta duhet ma parë të vdes?
O, si nuk kam një grusht të fuqishëm!
Malit, që hesht, mu në zemër me ia njesh!
Ta shof si dridhet nga grusht’ i paligjshëm…
E unë të kënaqem, të kënaqem tu’ u qesh.
The Highlander’s lament
Oh that I had a fist so strong
as to smash this unmurmuring mountain to its core,
so even it would know what weakness is:
know the pain in the wounded giant’s last roar.
A ghost – a bewildered shadow,
heir to suffering and worn-out hopes –
with the fitful bleats of instinct and
never-resting soul I roam these slopes.
The mountain is silent, though every day
I play a fatal game across its skin –
desperate, just one good morsel more –
and taste futility, see a cosmic grin.
The mountain is silent, and in its silence a smile.
And I suffer, and in suffering I die.
So when, then? Eh? When’s my turn to smile?
Perhaps for that to come I have to die.
Oh, that I had a fist so strong as to
crush this mountain, so silent all this while,
as to see it trembling at my forbidden blow,
and then I would know peace, know peace within my smile.
Ta poezja to krzyk rozpaczy i siły zarazem – idealnie oddaje ducha górskiej Albanii.










