
Kino w służbie ideologii, artyści w służbie prawdy – filmowe perły Albanii
Kiedy myślimy o Albanii lat 70. i 80., przed oczami stają nam betonowe bunkry i izolacja. Jednak w tym samym czasie albańskie kino przeżywało swój niezwykły, choć trudny czas. Partia komunistyczna potrzebowała mitu założycielskiego – opowieści o ofierze i wyzwoleniu spod faszystowskiej okupacji. To właśnie dlatego powstało tak wiele filmów o partyzantach, znojnej walce i bohaterstwie.
Ale pod grubą warstwą propagandy kryje się coś więcej: genialni aktorzy, przejmująca muzyka i duch wolności, którego nie dało się całkowicie zdusić.
Czerwone maki i ciarki na plecach
Wczoraj pisałam o Fan Noli i jego wierszu Anës lumenjve (Nad brzegami rzek). Ten utwór stał się sercem filmu „Lulekuqe mbi mure” (Czerwone maki na murze) z 1976 roku. To opowieść o sierotach z domu dziecka, które stawiają opór faszystowskim dyrektorom. Scena, w której nauczyciel (grany przez charyzmatycznego Timo Flloko) i uczniowie czczą pamięć zastrzelonego kolegi, do dziś wywołuje u mnie ciarki. Jest w niej tyle intensywności i bolesnej aktualności, że trudno przejść obok niej obojętnie.
Baśń, która obnaża patriarchat
Jeśli chcecie zrozumieć dawną albańską wieś, musicie zobaczyć „Përrallë nga e kaluara” (Baśń z przeszłości) z 1987 roku. To klasyka, która w krzywym zwierciadle pokazuje absurd zaaranżowanych małżeństw. Mamy tu 14-letniego Gjino, który nie rozumie, dlaczego musi się żenić, i magnetyczną Elvirę Diamanti jako 20-letnią Marigo. Marigo kocha Silnego (Trimi), a jej desperackie próby uniknięcia losu „własności” męża to popis gry aktorskiej i portret kobiecej siły.
Pani z miasta i „wesoła” wieś
Zupełnie inny nastrój odnajdziemy w „Zonja nga qyteti” (Pani z miasta). To komedia, która miała pokazywać sukcesy socjalistycznej reformy zdrowia, ale skradły ją dwie kobiety: czarująca Rajmonda Bulku (jedna z najpiękniejszych aktorek w historii Albanii) oraz legenda ekranu, Violeta Manushi, jako Olga – miejska dama, która „za karę” trafia na wieś. To film pełen humoru, choć podszyty realiami czasów, w których państwo decydowało o tym, gdzie będziesz pracować i żyć.
Taniec wolności i klarnet wirtuoza
Albańskie kino tamtych lat to także niesamowity taniec i muzyka.
-
W filmie „Tomka dhe shokët e tij” zobaczycie grupę chłopców, którzy na okupowanym przez żołnierzy boisku tańczą ludowy taniec pełen gniewu i wolności. To króciutka scena, ale ma w sobie więcej mocy niż niejeden manifest.
-
Z kolei „Gjeneral Gramafoni” przypomina nam o zawłaszczaniu kultury. Wirtuoz klarnetu, Halit Berati, grający przejmującą balladę, staje przed wyborem między karierą a solidarnością ze strajkującymi robotnikami.
Choć partia próbowała uczynić z folkloru narzędzie propagandy – co na lata zniechęciło wielu Albańczyków do własnej tradycji – autentyczność melodii i duch artystów przetrwały tę próbę. Dziś możemy oglądać te filmy bez ideologicznych okularów, podziwiając kunszt twórców, którzy w trudnych czasach potrafili ocalić piękno.
https://www.youtube.com/watch?v=_lAKJWWR6pk
https://www.youtube.com/watch?v=a8Ol-g13zAQ…








